Recenzja

„(…)Stworzenie tego spektaklu pokazało mi wiele rzeczy, nauczyło siebie.
Stworzyłem spektakl o pewnym momencie – ŻYCIU. O krótkiej przygodzie, która jednego dnia jest a następnego może go nie być.(…)” *

Wiem, cytuję słowa Dominika Gostomskiego nie po raz pierwszy, ale one po prostu są kwintesencją tej historii. Wielce mądrą kwintesencją, choć po drodze gorzką, to jednak piękną, ciekawą, niepowtarzalną. Piszę ten tekst poprzez pryzmat własnej straty i „Czarnej Dziury”, może dlatego ten cytat odbieram mocniej, jaskrawiej, bardziej rzeczywiście. Bowiem „Śpij Kochana” zasadniczo nie jest o zwierzętach, ale o nas samych. Ludziach wypalonych, wyzutych w większości z uczuć poprzez natłok uczuć, emocji, napięć, jazgot informacji i faktów, schronionych w wirtualnej sieci. Otorbionych w swojej asertywności i samotności, nie dających się zbliżyć i oswoić choć na mikron, zwyczajnie bojących się  dotyku czy uścisku.

Nagle gdzieś, kiedyś, zupełnie znienacka pojawia się taka sobie właśnie Mała Muszka: znajomy lub sąsiedzki Brzdąc Berbeć, mały kundelek lub kociak, ciut bardziej empatyczny i nadwrażliwy Dorosły. Zwyczajnie nas rozbraja, oswaja, uczy na nowo śmiać się, być szczęśliwym, cieszyć się z rzeczy drobnych i niepozornych. Przemywa Okna Duszy i Serca na barwy, półtony, sensy , podteksty – uczy patrzeć głębiej, dostrzegać wyraźniej i dokładniej. Znowu odżywa nasze „Wewnętrzne Dziecko”.

Bywa jednak, że taki Anioł Struś Radości – Pędziwiatr Życiowy gości w naszym życiu tylko na chwilę, moment, zbyt krótko… Nawet, gdy już go zabraknie, zostawia w nas coś na kształt znamienia, tatuażu duszy, rodzaj szczepionki przeciw Ciemnej Stronie Życia. Maleńką cząstkę swojej radości, pasji, szczęścia. Nie wiem jak to dokładnie nazwać, ale wiem, że właśnie tak jest. Dzięki takim Strusio Cudom warto jednak żyć, otwierać się, dać się choć na moment zaznajomić, otworzyć, oswoić, dać przytulić duszę lub serce do Innego, Obcego, Nieznanego.

Oglądając „Śpij Kochana” trudno nie zachwycić się mądrością, szczerością, pięknem i prostotą tego tekstu. Przeniesienie tak cennego materiału na scenę bywa zwodnicze – jednak tak młody człowiek jak Dominik Gostomski (w chwili premiery, czyli 26 czerwca 2015 r., będącego studentem II roku!) poradził sobie z tym zadaniem po mistrzowsku; pozostała czwórka przyjaciół aktorów również. Spektakl jest żywy, wartki, nie przeładowany pedagogiką – choć wiele zostawiający w widzach niezależnie od wieku-, pięknie poprowadzony. Widzowie, bawią się, wzruszają, czasem smucą. Na równi z trójką niezwykle wrażliwych i uzdolnionych ludzi, połową zespołu Pierwiastek z Trzech, autorów muzyki do spektaklu. Piękne teksty i takież nuty; jakże lubię piosenki, które snują się za mną długo po wyjściu z teatru na kształt wspomnienia i tęsknoty za czymś ważnym i cennym.

Jeśli gdzieś w świecie natraficie na spektakl teatru DIMMI, nawet jeśli akurat nie będzie to historia Małej Przezabawnej Muszki – nie przeoczcie tej okazji. Tak zdolnych młodych ludzi trzeba hołubić i im pomagać- w pełni zasługują na to!

Anna Rzepa-Wertmann, Sekcja polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych

Zostaw komentarz